Durszlak.pl
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

zBLOGowani.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
piątek, 15 września 2017
Fale Dunaju ze śliwkami

                    Dzisiejsze ciasto to dobrze znany wszystkim klasyk. Do jego przygotowania od dawna namawiał mnie tato, bo wspomina je z dzieciństwa. Moja lista ciast do upieczenia jest bardzo długa, więc trochę musiał się naczekać, ale najważniejsze że się udało. Najczęściej fale Dunaju robi się z wiśniami, ale ja postanowiłam przygotować je ze śliwkami. Wyszło naprawdę pysznie, z kremem i moją ulubioną błyszczącą polewą. Już mam pomysły jak nieco zmodyfikować przepis i przedstawić wam ciasto w zupełnie nowej odsłonie. 

 Przepis z mojewypieki.com, ale podaję z moimi zmianami.


Składniki na ciasto:

  • 3 jajka
  • 150g cukru
  • 150ml oleju rzepakowego
  • 150ml mleka
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki mleka
  • 350g małych śliwek węgierek

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i odłożyć. Śliwki poprzekrajać na pół w poprzek, usunąć pestki. Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier i dalej ubijać. Dodać żółtka i nadal ubijać. Powoli wlewać olej nadal ubijając.

Przesianą mąkę na przemian z mlekiem dodawać do ciasta, mieszając delikatnie szpatułką, tylko do połączenia. Podzielić ciasto na pól. Do jednej części dodać kakao i 2 łyżki mleka, delikatnie wymieszać.

Blaszkę o wymiarach 33x20cm wyłożyć papierem do pieczenia, na dno przełożyć ciasto jasne, a na górę ciasto ciemne. Na wierzchu ułożyć śliwki, rozcięciem do dołu. Piec ok. 30-40 minut w temperaturze 180o lub do suchego patyczka.

Krem:

  • 400ml mleka
  • 1 budyń waniliowy (bez cukru)
  • 6 łyżek cukru z wanilią
  • 200g masła
  • 1 kieliszek nalewki jeżynowej (można zastąpić sokiem z cytryny)

Z mleka, proszku budyniowego i cukru ugotować budyń. Przykryć szczelnie folią i odstawić do wystudzenia. Masło zmiksować na jasną, puszystą masę. Dodawać po łyżce ostudzonego budyniu, cały czas miksując. Dodać nalewkę jeżynową i zmiksować. Gotowy krem wyłożyć na ciasto, włożyć do lodówki do stężenia.

Polewa czekoladowa:

  • 125g masła
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 4 pełne łyżki kakao
  • 1 łyżeczka żelatyny
  • 3 łyżki wrzątku

Masło i cukier wrzucić do garnuszka i roztopić (ale nie wolno masy zagotować). Zdjąć z ognia, dodać kakao i wymieszać. Dodać rozpuszczoną we wrzątku żelatynę i mieszać, aż polewa stanie się gładka i błyszcząca. Polewa będzie gęsta, można więc ją ponownie zagrzać (ale nie zagotować) lub dodać odrobinę gorącej wody. Polewą udekorować ciasto.


09:10, amaranthrose , ciasta
Link Komentarze (3) »
środa, 13 września 2017
Pancakes z oreo i malinami

                         Dzisiaj mam dla was propozycję śniadaniową, choć nie tylko, bo my często robimy pancakes na śniadanie, czy nawet na obiad. Prawda jest taka, że one zawsze są dobre. Póki jeszcze sezon na maliny trwa, korzystamy z niego jak tylko się da. Ciasta, naleśniki, są też zapasy na zimę. Dzisiaj połączenie klasyczne maliny i ciastka oreo. Pyszne, spróbujcie!

 

Składniki:

  • 2,5 szklanki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 5 łyżek cukru z wanilią
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150g malin
  • 150g ciastek oreo
  • olej (ewentualnie do smażenia)
  • syrop klonowy do podania

W jednej misce wymieszać mąkę, cukier i proszek do pieczenia. W drugiej roztrzepać jajka z mlekiem. Do mokrych składników stopniowo dodawać suche i mieszać. Dodać pokruszone ciastka oreo i wymieszać. Dodać maliny i delikatnie wymieszać.

Smażyć naleśniki na nieprzywierającej patelni, najlepiej bez dodatku oleju. Na dobrze rozgrzaną patelnię nakładać po dwie łyżki ciasta. Gdy na powierzchni placków zaczną pojawiać się pęcherzyki, przewracać na drugą stronę. Najlepiej podawać z syropem klonowym, ale może być też miód, sos waniliowy lub karmelowy.


piątek, 08 września 2017
Biszkopt z mango, kremem kokosowym i malinami

                      To jedno z pyszniejszych ciast na blogu. Biszkopt genueński, mango, krem kokosowy i glazura z białej czekolady. Bardzo lekkie i owocowe ciasto. Biszkopt genueński to moje ostatnie odkrycie i bardzo go polubiłam. Jest bardziej stabilny i wilgotny od klasycznego biszkoptu, znacznie lepiej się kroi. Krem kokosowy idealnie współgra z frużeliną z mango, a maliny przełamują słodycz ciasta. Koniecznie wypróbujcie!

 Przepis na biszkopt genueński i polewę z mojewypieki.com

 

Biszkopt genueński:

  • 9 jajek
  • 220g cukru
  • 250g mąki
  • 60g masła

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Jajka pół godziny wcześniej włożyć do bardzo ciepłej wody, by się ogrzały. Mąkę przesiać.

Masło roztopić, wystudzić do temperatury pokojowej. Formę o wymiarach 25x40cm wyłożyć papierem do pieczenia.

Do misy miksera wbić ogrzane jajka, wsypać cukier. Ubijać na najwyższych obrotach miksera do momentu uzyskania jasnej, puszystej masy, która potroi swoją objętość (zajmie to nawet 15 minut).

Do masy jajecznej przesiać mąkę, w trzech turach, mieszając delikatnie rózgą do połączenia. Podczas ostatniego mieszania dodać wystudzone masło, delikatnie wymieszać. Masę przelać do przygotowanej formy. Piec w temperaturze 175oC przez 35-40 minut (lub do suchego patyczka). Wystudzić, przekroić na dwa blaty.

Masa z mango:

  • 3 średnie owoce mango ( ok 1kg)
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • 3 łyżki cukru

Mango pokroić w kostkę, wrzucić do garnka, zasypać cukrem, można podlać odrobiną wody. Podgrzewać chwilę na wolnym ogniu, aż cukier się rozpuści, a owoce puszczą sok (ale nie mogą się rozpaść). Żelatynę rozpuścić w 1/2 szklanki gorącej wody. Wlać do mango wymieszać. Ostudzić. Pierwszy blat biszkoptu włożyć do blaszki. Wyłożyć tężejącą masę mango.

Krem kokosowy z malinami:

  • 400ml mleczka kokosowego
  • 500ml śmietany 30%
  • 200g jogurtu naturalnego
  • 100g zmielonych wiórków kokosowych
  • 6 łyżeczek żelatyny
  • 5 łyżek cukru pudru
  • 200g malin

Żelatynę rozpuścić w 1/3 szklanki gorącej wody, wystudzić. śmietanę ubić na sztywno, dodać mleczko kokosowe, jogurt, cukier puder i zmiksować. Dodać wystudzoną, ale jeszcze płynną żelatynę i zmiksować. Dodać zmielone wiórki kokosowe i zmiksować krótko. Włożyć do lodówki, żeby krem zgęstniał.

Odłożyć 5 łyżek kremu. 2/3 kremu wylać na masę mango. Wyłożyć maliny i przykryć resztą kremu. Całość przykryć drugim blatem biszkoptu. Na wierzchu rozsmarować odłożony wcześniej krem.

Glazura lustrzana:

  • 150g cukru
  • 50ml wody
  • 65g białej czekolady, posiekanej
  • 100ml śmietanki 30%
  • 2 łyżeczki żelatyny

Żelatynę zalać niewielką ilością zimnej wody, odstawić do napęcznienia. Do garnuszka wsypać cukier, dodać wodę, zagotować do rozpuszczenia cukru. Dodać kremówkę, wymieszać rózgą do połączenia, zagotować. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, napęczniałą żelatynę. Wymieszać, zmiksować blenderem. Można przetrzeć przez sitko. Odstawić do wystudzenia. Wylać na ciasto tężejącą polewę. Można dodatkowo udekorować białą czekoladą, ale nie jest to konieczne.


07:34, amaranthrose , ciasta
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 września 2017
Tarta z malinami i borówkami

                            Na wielu blogach zaczynają już pojawiać się jesienne przepisy. U mnie jeszcze przez jakiś czas będzie lato. Chociaż nie powiem, na weekend mam w planie ciasto ze śliwkami. Na dzisiaj przygotowałam dla was tartę. Na kruchym spodzie, z domową konfiturą z owoców leśnych, biszkoptem, budyniem waniliowym i mnóstwem owoców. Takie tarty lubię najbardziej. Lekkie, bardzo owocowe. Maliny i borówki amerykańskie ciągle są jeszcze dostępne także korzystajcie. 

przepis własny

 

Kruche ciasto:

  • 300g mąki pszennej
  • 50g mąki ziemniaczanej
  • 100g cukru pudru
  • 200g masła
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka zimnej wody

Wszystkie składniki szybko zarobić na gładkie ciasto. Schłodzić w lodówce minimum przez godzinę. Foremkę do tarty wysmarować masłem i wylepić ją schłodzonym ciastem. Schłodzić jeszcze przez pół godziny. Przykryć papierem do pieczenia i obciążyć ciasto grochem lub fasolą. Piec w temperaturze 200o przez 20 minut, po czym ściągnąć obciążenie i piec jeszcze 20-25 minut do zrumienienia. 

Biszkopt:

  • 3 białka
  • 10 łyżek cukru
  • 5 łyżek mąki pszennej

Białka ubić na sztywno, stopniowo dodawać po łyżce cukru. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać łyżką. Przełożyć ciasto do tortownicy o średnicy 24cm wyłożonej papierem do pieczenia (tylko dno). Piec w temperaturze 160o przez 20-25 minut do zrumienienia. 

Budyń waniliowy:

  • 2 szklanki mleka
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki cukru z wanilią
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 płaska łyżka mąki pszennej
  • 1 pełna łyżka masła

Do garnuszka wlać pół szklanki mleka, dodać obie mąki, żółtko i dobrze rozmieszać.  Resztę mleka wlać do garnka, dodać cukier, zagotować. Wlać wymieszane mleko z mąką i żółtkiem, cały czas mieszając ponownie zagotować. Zdjąć z ognia, dodać masło i wymieszać. 

Dodatkowo:

  • 6 łyżek dżemu z owoców leśnych (najlepiej domowego)
  • 200g malin
  • 150g borówek amerykańskich

Na kruchym cieście rozsmarować dżem, wyłożyć biszkopt (trzeba go wcześniej dociąć do wymiarów tarty), rozsmarować jeszcze ciepły budyń. Ułożyć owoce.

Glazura:

  • 3/4 szklanki wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki żelatyny

W gorącej wodzie rozpuścić żelatynę, dodać cukier, sok z cytryny i wymieszać. Odstawić do wystudzenia i lekkiego stężenia. Za pomocą pędzelka rozprowadzić tężejącą masę na owocach. 

piątek, 01 września 2017
Przez Rohacze - Tatry Słowackie

                            Uwierzycie, że w tym roku nie byłam jeszcze w Tatrach? Ja sama nie dowierzam i zastanawiam się dlaczego. Na szczęście to się wkrótce zmieni, bo we wrześniu zaplanowałam sobie weekend właśnie w Tatrach. Póki co przeglądam zdjęcia z ostatnich lat i wspominam wakacyjne wędrówki. I tak właśnie mi się przypomniało, że miałam przygotować dla was relację z naszej wyprawy na Rohacze. Zdjęcia ze szlaku czekają na to już od dwóch lat. Dziś jest idealny dzień na nadrobienie takich zaległości. Tak więc zapraszam na wycieczkę!

Na Rohacze wybraliśmy się z Witowa, a dokładniej z Płazowianki w której nocowaliśmy. Przed nami było kilkanaście godzin (zgodnie z mapą ponad 16h!) wędrówki więc wyszliśmy jeszcze przed świtem. Wschodzące słońce nad Siwą Polaną to jeden z piękniejszych widoków jakie było dane mi ujrzeć. Droga przez Dolinę Chochołowską upłynęła nam szybko i przyjemnie. Jeszcze tylko śniadanie na Polanie Chochołowskiej i kierujemy się na szlak prowadzący na Wołowiec. 

Podejście na Wołowiec. Tak wcześnie rano niewielu ludzi można spotkać na szlaku, a kozicę owszem:)

Przed nami Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy. Robią wrażenie, prawda? Ja zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Będąc rok wcześniej na Wołowcu już wiedziałam, że Rohacze będą następnym celem. I tak też się stało:)

Schodzimy z Wołowca i kierujemy się w stronę pierwszego z Rohaczy. 

 Początkowo jest łatwo, szlak nie jest bardzo stromy, podchodzimy spokojnym tempem. 

Pierwszy łańcuch. Tutaj zaczynają się trudności. Jest trochę bardziej stromo, ale przejścia ubezpieczone są łańcuchami. 

I najtrudniejszy fragment szlaku, wiele się o nim naczytałam i nieco się go bałam. Koń Rohacki. Jest stromo, nawet bardzo, bo szlak prowadzi granią, a w dole przepaść. Nie ma jednak problemów z odnajdywaniem stopni i chwytów. Poza tym jest łańcuch. Choć tutaj wolę jednak polegać na skale. 

Koń Rohacki za nami, już po chwili jesteśmy na szczycie. Nie zatrzymujemy się na długo, czas nas goni. Przechodzimy przez Rohacz Ostry i schodzimy w dół. Zejście jest strome i bardzo wymagające. Są ubezpieczenia w postaci łańcuchów, ale schodzimy powoli i w skupieniu. 

Schodzimy z Rohacza Ostrego i kierujemy się w stronę Rohacza Płaczliwego. Tutaj podejście jest znacznie łatwiejsze, nie ma już łańcuchów. Na szczycie robimy krótką przerwę i ruszamy dalej. Czeka nas jeszcze bardzo długie zejście. 

Tutaj widać już Smutną Przełęcz i szlak zejściowy do Smutnej Doliny. Jeszcze kawał drogi przed nami. 

Schodzimy do Smutnej Doliny. Szlak jest dość łagodny i bardzo przyjemny. Smutna Dolina jest przepiękna i trochę przypomina mi naszą Dolinę Pańszczycy. Na swojej drodze prawie nie spotykamy innych ludzi. Nie ma tu tłumów takich jak w po naszej stronie Tatr. Jest cisza i spokój. 

Droga przez Smutną Dolinę zajmuje nam nieco ponad godzinę. Dochodzimy do Tatliakowej Chaty zwanej inaczej bufetem Rohackim. Odpoczywamy dłuższą chwilę. Teraz czeka nas ponowne wejście na Rakoń, dalej kierujemy się na Grzesia i zaczynamy zejście do Doliny Chochołowskiej. Do Płazowianki docieramy po 19, bardzo zmęczeni, ale jakże szczęśliwi.