Durszlak.pl
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

zBLOGowani.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
piątek, 09 września 2011
Moje Tatry - wyprawa na Świnicę

Moje Tatry? Tak, bo to jest moje miejsce. Tam jest mój dom. Nigdzie nie czuje się tak dobrze jak w małej (niestety, z roku na rok coraz większej) wiosce w okolicy Zakopanego. Co roku powracam z wielką radością do Małego Cichego. Co roku zostawiam w nim kawałek swojego serca. Dwa tygodnie mijają, wracam do domu, ale duchem pozostaję tam. Tęsknie strasznie. Chciałabym znów wstawać o świcie i z radością spoglądać na Tatry. A później? Pakować plecak, wyruszać na szlak i wędrować. W Tatrach moje możliwości są nieograniczone. Mogę godzinami wspinać się, niestraszne są przepaście, łańcuchy, klamry. Wszystko po to, aby zdobyć kolejny szczyt. To uczucie, kiedy jestem już u celu, jest niezapomniane. Gdy zapominam o tym jak było ciężko. Kiedy mogę podziwiać świat z góry. Kiedy czuje się spełniona. Wreszcie zejście z góry i ta adrenalina. Uwielbiam to!

Przyznam się wam, że mam takie marzenie. Kiedyś, kiedy skończę już studia i zostanę lekarzem. Powrócę do Zakopanego i już tam zostanę. Marzę o małym domku, gdzieś na obrzeżach Zakopanego i prywatnym gabinecie. Myślicie że to realne marzenie? Ja sama nie wiem i chyba nie chce wiedzieć.

Rozmarzyłam się, a przecież nie o tym miałam dzisiaj pisać. Chciałabym, zgodnie z wcześniejszą obietnica, opisać wam moją tegoroczną wyprawę na Świnicę. 

Kiedy patrzymy z dołu na Orlą Perć (najpiękniejszy widok chyba tylko w dolinie Gąsienicowej), z łatwością możemy rozpoznać Świnicę. Ogromny, majestatyczny szczyt w kształcie piramidy skalnej. Kapitalny punkt widokowy. Budzi podziw.

Nasza wyprawa zaczyna się kilka minut po godzinie 7 rano. Wchodzimy na szlak do hali Gąsienicowej (wejście od strony Brzezinek). Uwielbiam takie poranne wycieczki, kiedy na szlaku są tylko prawdziwi miłośnicy gór. Cisza i spokój. Wędrujemy przez las. Po 25 minutach dochodzimy do Psiej Trawki. Nie zatrzymujemy się, idziemy dalej. Droga wydaje się być trochę monotonna. Szlak prowadzi przez las, droga wyłożona jest większymi kamieniami. Wędrówka nie sprawia najmniejszej trudności. Jedynie pod koniec zaczynają się większe pagórki i można złapać zadyszkę. Po ponad godzinie dochodzimy do Murowańca. Według mapy droga powinna nam zająć 2 godziny, my doszliśmy tu pół godziny przed czasem.

Chwila przerwy w Murowańcu i wyruszamy dalej. Na Świnicę z hali Gąsienicowej prowadzą 3 drogi. Przez przełęcz Liliowe, przez przełęcz Świnicką lub przez Zawrat. Wybieramy drogę przez Liliowe. Szlak bardzo podobny jak na Kasprowy Wierch. Wchodzimy po stopniach skalnych. Wejście bardzo męczące. Droga odsłonięta, idziemy w pełnym słońcu. Nie poddajemy się, małymi krokami idziemy dalej. Na takim szlaku bardzo ważne jest równe tępo i spokojny oddech. Nie spieszymy się, musimy oszczędzać siły. Tak mija półtorej godziny. Dochodzimy do przełęczy Liliowe. Krótki odpoczynek i idziemy dalej.

Przechodzimy przez Skrajną i Pośrednią Turnię. Dochodzimy do przełęczy Świnickiej. Przed sobą mamy już ogromną ścianę Świnicy. Szlak staje się coraz bardziej stromy. Wspinamy się po skałach. Zaczynają się łańcuchy. Po pewnym czasie przechodzimy na południową stronę. To przejście najbardziej zapadło mi w pamięci. Przechodzimy ostrożnie po półce skalnej. W dole przepaść. Jest niebezpiecznie. Należy zachować ostrożność. Przejście jest dość wąskie, nie ma tu łańcuchów, a skały są oblodzone. Nie trudno się poślizgnąć. W skupieniu i z wielką ostrożnością przechodzimy na stronę południową.

Teraz przed nami już finalne podejście. Wspinamy się po skałach przy pomocy łańcuchów. Do momentu połączenia się ze szlakiem na Zawrat nie jest trudno. Do szczytu już niedaleko. Ostatnie podejście wymaga od nas siły i wytrwałości. Czeka na nas ścianka pełna łańcuchów. Osoby niższe będą tu miały spory problem. Trzeba podciągać się wysoko na rękach, bo nie zawsze dosięgamy do skał nogami.

Po długiej wspinaczce dochodzimy na szczyt. Widok jest oszałamiający! Widzimy z bliska Kościelec i całą dolinę Gąsienicową. W dole Zadni Staw Polski. Na południowym-wschodzie wyłaniają się najwyższe szczyty Tatr. Przepięknie widoczne są Tatry Słowackie i Tatry Zachodnie.

Podsumowując wejście na Świnice nie jest trudne. Jednak do łatwych też nie należy. Poziom ekspozycji jest bardzo duży i osoby mające lek wysokości zdecydowanie nie powinny tu wchodzić. Stopnie skalne są bardzo wysoko. Nogi trzeba podnosić wysoko. Cierpią na tym kolana, które pod koniec strasznie bolą. W niektórych miejscach trzeba podciągać się na rękach, więc potrzebne są silne ręce. Wejście na Świnicę polecam, ale radzę też przed wejściem realnie ocenić swoje siły. Tak, aby nie było problemów i rozczarowania. I najważniejsza, pogoda, musi być idealna. Świnica jest najwyższym szczytem w okolicy i narażona jest na uderzenia piorunów. Ponadto liczne łańcuchy także ściągają gromy. Pamiętajmy o tym.

Ze Świnicy schodziliśmy przez Zawrat. W najbliższym czasie postaram się opisać wam drogę.

 w drodze na przełęcz Liliowe

przełęcz Liliowe, przed nami Skrajna i Pośrednia Turnia

lód na szlaku

Widoki ze szczytu:

ostatnie podejście i widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich

środa, 07 września 2011
Biszkopt z kremem cytrynowym i malinami

                U was też już taka jesienna pogoda? U mnie pada deszcz i jest chłodno. Pogoda nie zachęca do wyjścia z domu. Jesień zbliża się do nas nie ubłaganie, ale tak łatwo się nie poddamy! Dlatego dzisiaj proponuje wam biszkopt z kremem cytrynowym i malinami. Pyszne, lekkie ciasto, idealne na deser w letnie dni. Zdjęcia robiłam wczoraj, dlatego za oknami jeszcze zielono i słonecznie.


Składniki:

biszkopt:

Uwaga: jajka na biszkopt powinny być w temperaturze pokojowej (to bardzo ważne).

  • 3 jajka ( oprócz ciasta zrobiłam jeszcze 4 babeczki, dla siostry która za ciastami nie przepada, ale babeczki uwielbia pod każdą postacią )
  • 10dag cukru
  • 12dag mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

krem cytrynowy:

  • 1,5 szklanki mleka
  • 1 łyżka mąki przennej
  • 0,5 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 4 łyżki cukru
  • sok wyciśnięty z pół cytryny

dodatkowo:

  • maliny
  • cukier puder do posypania 

Wykonanie:

Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka z trzema łyżkami wody. Następnie dodajemy stopniowo żółtaka i cukier. Dokładnie miksujemy. Następnie wyłączamy mikser. Przesiewamy mąke z proszkiem do pieczenia i bardzo delikatnie mieszamy.

Ciasto wylewamy do nasmarowanej i posypanej kaszką manną dużej tortownicy. Pieczemy w temp. 160o, około pół godziny, do suchego patyczka.

Szklankę mleka wlewamy do garnka i podgrzewamy do zagotowania. Do pozostałego mleka wsypujemy mąkę i cukier, mieszamy. Następnie wlewamy mieszaninę do gotującego się mleka. Jeszcze chwilę gotujemy, ciągle mieszając, do zgęstnienia. Następnie dodajemy sok z cytryny i mieszamy.

Na wystudzony biszkopt wykładamy jeszcze ciepły (ale nie gorący) krem. Następnie wykładamy maliny na ciasto. Posypujemy cukrem pudrem.

12:15, amaranthrose , ciasta
Link Komentarze (6) »
czwartek, 01 września 2011
Tarta owocowa, z kremem patissiere

             Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Dla tych którym wakacje już się skończyły, na poprawę humoru, proponuje pyszną tartę z owocami. Przepis jeszcze letni, ale to dobrze bo nie chcemy jesieni. Połączenie kruchego ciasta z kremem patissiere i owocami bardzo przypadł mi do gustu. Zdecydowanie polecam!!!

P.S. Wiem, że miał to być blog różnotematyczny, a jak do tej pory piszę głównie o wypiekach. Jednak za miesiąc koniec wakacji, a niestety w akademiku nie mam możliwości pieczenia czegokolwiek. Dlatego teraz chce podzielić się z wami ulubionymi przepisami, a inne tematy poczekają.

Składniki na ciasto kruche:

  • 1 duże żółtko
  • 2 łyżeczki zimnej wody
  • 155g mąki pszennej
  • 50g cukru
  • szczypta soli
  • 115g zimnego masła

Składniki na ciasto wyrabiamy, owijamy w folię i wkładamy do lodówki na 30min. Po 30min ciasto wykładamy do wysmarowanej formy do tarty. Wyrównujemy, nakłuwamy widelcem.Na ciasto wykładamy papier do pieczenia, a następnie wysypujemy fasole lub ryż, który obciąży ciasto.

Ciasto pieczemy w temperaturze 190o przez 15minut. Usuwamy papier i pieczemy jeszcze ok10minut.

Krem patissiere:

  • 50g mąki
  • 100g cukru
  • 4 żółtka
  • 1/2 litra mleka
  • cukier waniliowy

W garnuszku zagotowujemy mleko. Żółtka, mąkę i cukier wlewamy do miski i miksujemy. Do miski powoli wlewamy mleko i miksujemy. Następnie wszystko przelewamy do garnka i zagotowujemy mieszając. Gotujemy przez 2 minuty.

Upieczony spód smarujemy kremem i wykładamy wybrane owoce (u mnie świeże brzoskwinie i jeżyny).

wtorek, 30 sierpnia 2011
Grand Prix Belgii

Niedzielny wyścig o Grand Prix Belgii na torze Spa nie przyniósł żadnych niespodzianek. Swoje siódme już w tym sezonie zwycięstwo odniósł Sebastian Vettel. Zespół Red Bull zaliczył drugi w tym sezonie dublet. Po nieudanym starcie i stracie wielu pozycji drugą lokatę zajął Mark Webber. Na najniższym stopniu podium stanął Jenson Button.

Największy zawód wszystkim fanom sprawił Lewis Hamilton. Na trzynastym okrążeniu, po kontakcie, Lewis stracił skrzydło i uderzył w bandę. Tym sposobem zakończył się wyścig dla Anglika.

Tyle o wyścigu, więcej informacji znajdziecie w serwisie formula1.pl

Ale to jeszcze nie koniec na dzisiaj.

Również w niedziele, we Włoszech, Robert Kubica przeszedł ostatnią zaplanowaną operację, której celem było przywrócenie pełnej sprawności łokcia. Operacje przeprowadzono bez żadnych komplikacji. Wynik operacji został opisany jako "całkowity sukces".

Tuż po przebudzeniu Robert był w znakomitym nastroju. Gdy tylko otworzył oczy zapytał o wyniki wyścigu!!! Teraz Robert rozpocznie ostatnią już fazę rehabilitacji. Natomiast za kilka tygodni poznamy datę powrotu Roberta na tor!!!

To najwspanialsza informacja w ciągu ostatnich kilku tygodni. Od wypadku Roberta minęło już ponad pół roku. Wielu ludzi nie dawało Robertowi najmniejszych szans na powrót. No i trudno się dziwić, przecież Polak walczył o życie. Przez wiele miesięcy nie wiedzieliśmy co dzieje się z naszym kierowcą. Nikt nie chciał ujawniać żadnych informacji, jeśli nie były one pewne.

Teraz już wiemy że wrócisz, że to tylko kwestia czasu. Czekamy na Ciebie Robert!!!

14:18, amaranthrose , Formuła1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011
Biała Pavlowa

                     Białą Pavlową miałam w planach już od dawna. To idealny deser na letnie upały. Jest lekka i pyszna, a do tego wcale nie jest za słodka. Nazwa Pavlowa pochodzi od nazwiska rosyjskiej primabaleriny - Anny Pavlowej. Mówi się że deser ma być lekki jak baletnica. Po raz pierwszy deser został przygotowany podczas pobytu baletnicy w Perth w 1926 lub 1929 roku, przez szefa kuchni hotelu Esplanade. Jednak do autorstwa tego deseru pretendują też Nowozelandczycy, którzy twierdzą że przyrządzono go w Wellington podczas tournee Pavlowej w 1926roku. Która wersja nie byłaby prawdziwa, jest to deser z historią. Wykwintny, ale niezwykle prosty w przygotowaniu. Idealna Pavlowa jest krucha i lekko popękana z wierzchu oraz miękka w środku. Podaje się ją z bitą śmietaną i owocami.  Przepis pochodzi z bloga moje wypieki, od dorotus

Zgromadzenie 6 białek może być problemem. No bo wiadomo, co zrobić z żółtkami? Jest rozwiązanie. Z powodzeniem białka można zamrozić. I jak tylko uzbieracie 6, należy je odmrozić do temperatury pokojowej i już można piec. Ja tak zrobiłam i wam też polecam.

P.S. Już w ten weekend Formuła1 powraca po prawie miesięcznych wakacjach. Zapraszam wszystkich na krótką relacje z wyścigu w niedziele.


 

Składniki:

  • 6 białek
  • 300g cukru
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka białego octu winnego
  • 330ml śmietany kremówki
  • owoce sezonowe

Przygotowanie:

Białka ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy po łyżeczce cukru, łyżeczkę mąki i łyżeczkę octu.

Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Na papierze rysujemy okrąg o średnicy dwadzieścia kilka centymetrów ( ja okręgu nie rysowałam, przez co moja beza wyszła trochę większa i niższa). Wykładamy masę. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180o i po 5 minutach zmniejszamy temperaturę do 150o. Pieczemy 1,5 godziny. Studzimy w otwartym piekarniku.

Po wystudzeniu, śmietanę ubijamy na sztywno (bez cukru). Na śmietanę wykładamy dowolne owoce (najlepiej truskawki, maliny, jeżyny, jagody). Podawać natychmiast.


16:29, amaranthrose , bezy
Link Komentarze (5) »