Durszlak.pl
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

zBLOGowani.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Blog > Komentarze do wpisu
Przez Rohacze - Tatry Słowackie

                            Uwierzycie, że w tym roku nie byłam jeszcze w Tatrach? Ja sama nie dowierzam i zastanawiam się dlaczego. Na szczęście to się wkrótce zmieni, bo we wrześniu zaplanowałam sobie weekend właśnie w Tatrach. Póki co przeglądam zdjęcia z ostatnich lat i wspominam wakacyjne wędrówki. I tak właśnie mi się przypomniało, że miałam przygotować dla was relację z naszej wyprawy na Rohacze. Zdjęcia ze szlaku czekają na to już od dwóch lat. Dziś jest idealny dzień na nadrobienie takich zaległości. Tak więc zapraszam na wycieczkę!

Na Rohacze wybraliśmy się z Witowa, a dokładniej z Płazowianki w której nocowaliśmy. Przed nami było kilkanaście godzin (zgodnie z mapą ponad 16h!) wędrówki więc wyszliśmy jeszcze przed świtem. Wschodzące słońce nad Siwą Polaną to jeden z piękniejszych widoków jakie było dane mi ujrzeć. Droga przez Dolinę Chochołowską upłynęła nam szybko i przyjemnie. Jeszcze tylko śniadanie na Polanie Chochołowskiej i kierujemy się na szlak prowadzący na Wołowiec. 

Podejście na Wołowiec. Tak wcześnie rano niewielu ludzi można spotkać na szlaku, a kozicę owszem:)

Przed nami Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy. Robią wrażenie, prawda? Ja zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Będąc rok wcześniej na Wołowcu już wiedziałam, że Rohacze będą następnym celem. I tak też się stało:)

Schodzimy z Wołowca i kierujemy się w stronę pierwszego z Rohaczy. 

 Początkowo jest łatwo, szlak nie jest bardzo stromy, podchodzimy spokojnym tempem. 

Pierwszy łańcuch. Tutaj zaczynają się trudności. Jest trochę bardziej stromo, ale przejścia ubezpieczone są łańcuchami. 

I najtrudniejszy fragment szlaku, wiele się o nim naczytałam i nieco się go bałam. Koń Rohacki. Jest stromo, nawet bardzo, bo szlak prowadzi granią, a w dole przepaść. Nie ma jednak problemów z odnajdywaniem stopni i chwytów. Poza tym jest łańcuch. Choć tutaj wolę jednak polegać na skale. 

Koń Rohacki za nami, już po chwili jesteśmy na szczycie. Nie zatrzymujemy się na długo, czas nas goni. Przechodzimy przez Rohacz Ostry i schodzimy w dół. Zejście jest strome i bardzo wymagające. Są ubezpieczenia w postaci łańcuchów, ale schodzimy powoli i w skupieniu. 

Schodzimy z Rohacza Ostrego i kierujemy się w stronę Rohacza Płaczliwego. Tutaj podejście jest znacznie łatwiejsze, nie ma już łańcuchów. Na szczycie robimy krótką przerwę i ruszamy dalej. Czeka nas jeszcze bardzo długie zejście. 

Tutaj widać już Smutną Przełęcz i szlak zejściowy do Smutnej Doliny. Jeszcze kawał drogi przed nami. 

Schodzimy do Smutnej Doliny. Szlak jest dość łagodny i bardzo przyjemny. Smutna Dolina jest przepiękna i trochę przypomina mi naszą Dolinę Pańszczycy. Na swojej drodze prawie nie spotykamy innych ludzi. Nie ma tu tłumów takich jak w po naszej stronie Tatr. Jest cisza i spokój. 

Droga przez Smutną Dolinę zajmuje nam nieco ponad godzinę. Dochodzimy do Tatliakowej Chaty zwanej inaczej bufetem Rohackim. Odpoczywamy dłuższą chwilę. Teraz czeka nas ponowne wejście na Rakoń, dalej kierujemy się na Grzesia i zaczynamy zejście do Doliny Chochołowskiej. Do Płazowianki docieramy po 19, bardzo zmęczeni, ale jakże szczęśliwi. 



piątek, 01 września 2017, amaranthrose

Polecane wpisy

  • Zimowy Turbacz

    Zabiorę was dzisiaj kochani na wycieczkę do pięknej, bajkowej krainy, w której miałam okazję spędzać ubiegłą sobotę. Będzie to Turbacz, najwyższy szczyt pasma G

  • Jesienne Tatry

    Zawsze chciałam zobaczyć Tatry jesienią. W tym roku wreszcie się to udało. Ubiegły weekend, a właściwie tylko sobotę, spędziłam w górach. Jako cel wybrałam szla

  • Mięguszowiecka Przełęcz Pod Chłopkiem, czyli nie taki diabeł straszny!

    Tegoroczny sezon w Tatrach nie należał do najbardziej udanych. Pogoda nie sprzyjała górskim wycieczkom. Praktycznie całe lato było deszczowe i burzowe. My do ko